cycling Gran Sabana

Czytaski - historie z podróży

To nie miłość od pierwszego wejrzenia. Z początku - zapatrzony w siebie - prawie jej nie dostrzegasz. Lecz gdy zajrzysz jej głębiej w oczy, coś cię zaczyna w niej kręcić. Zajrzysz głębiej trzeci raz i przepadłeś. Już nie zdołasz oderwać wzroku. Znasz to uczucie, prawda? Takie były początki mojego burzliwego romansu z Ameryką Łacińską. To była miłość od trzeciego wejrzenia. Tak zaczyna się ta historia. Rower - też nie najłatwiejsza sympatia. Zupełnie nieodwzajemniona. Wyczerpująca, szorstka i bolesna. Rozwód nie raz wisiał na włosku. A jednak małżeństwo trwa - wcale nie z rozsądku. Bo to najciekawsza forma podróżowania. I nie mam zamiaru inaczej. Jest coś magicznego w przemierzaniu wielkich dystansów siłą własnych mięśni.

 

Wspinaczki górskie… Te rzeczone „długie okresy bezdennej nudy, przerywane momentami panicznego strachu” są oczyszczeniem z codziennych grzechów, odnajdywaniem prostoty celów – dla każdego są czymś innym. Dla mnie są lekarstwem dla duszy i obcowaniem z przyrodą w jej najbardziej wyrafinowanej i dramatycznej formie. Bo ważne jest gdzie się nudzisz i boisz. I z kim. Andy to dla mnie największa atrakcja Ameryki Południowej i główny powód, że mnie tam tak ciągnie. To cel idealny dla kogoś, kto zawsze marzył o wysokich szczytach, a komu brak odwagi i umiejętności, żeby zaatakować himalajskie olbrzymy - kogoś takiego jak ja. Zatem rower i wysokie góry. Najlepiej jednocześnie. Ta kombinacja od kilkunastu lat idealnie zaspokaja moje masochistyczne skłonności.

W boliwijskim autobusie

 

Na tej stronie znajdziesz zarówno zwarte relacje, jak i zupełnie niespójne historie, poskładane z fragmentów przygód i wspomnień z kilkunastu długich podróży rowerem, oraz wypraw z plecakiem w Andy. Wszystko zdarzyło się naprawdę. Z czasem będę dodawał kolejne rozdziały. A jeśli ciekawią Cię aktualne perypetie patiperro z Ameryką Łacińską w tle, zapraszam do przejrzenia bloga.

 

 

 

Nie rozpraszać uwagi kierowcy! to krótka opowieść o tym, że czasem próba dotarcia w góry to o wiele bardziej ryzykowny biznes niż sama wspinaczka.

 

 

 

Pogawędka

"Przyrządziłem skromną kolację. W zastępstwie obrusa, na stolę rozłożyłem porzuconą przez kogoś gazetę z zeszłego miesiąca. Z nudów zajrzałem w jej treść. Po prawej stronie parującego talerza w oczy rzucał się tytuł: „Sicarios siguen matando" (Płatni zabójcy nie przestają mordować), po lewej też nie było wesoło: „Caída del bus al abismo deja 48 muertos” (48 osób nie żyje po tym, jak autobus stoczył się w przepaść). Odpowiednia fotografia przedstawiała szczątki pojazdu na dnie doliny i rząd przykrytych ciał. Trochę odebrało mi apetyt. Równie dobrze na tym zdjęciu mógłby być mój wczorajszy autobus i dno doliny Cotahuasi. Dopiero, kiedy odsunąłem naczynie, odkryłem nieco bardziej optymistyczne wieści. Pod talerzem znalazłem notatkę o życiu seksualnym Peruwiańczyków. Artykuł informował, że..."

 

Jeśli chcesz dowiedzieć się ciut więcej o życiu seksualnym Peruwiańczyków, albo ciekawi cię, czy jednego dnia da się wyjść z kanionu Cotahuasi, przeczytaj: Wieczór w Charcana. Ta historia z ostatniej podróży do Peru nie zdążyła załapać się na bloga i wylądowała właśnie tutaj.

 

 

Tierra del Fuego

Mówią, że w Patagonii tylko dwie rzeczy są pewne - legendarne porywiste wiatry i tęsknota za nią, gdy wyjedziesz. Nawet nie trzeba próbować błękitnych owoców Calafate - co według legendy daje gwarancję powrotu. Kto raz zabłądzi w tamte strony, ten na pewno da się oczarować. Przez strzeliste iglice patagońskich Andów w otulinie lasów, lodowców i stepów. Przez jedyne w swoim rodzaju światło, gdzie nawet południe jest "złotą godziną". I przez ludzi. W sztuce uwodzenia ta magiczna kraina nie ma sobie równych.

 

Na Rowerze Przez Patagonię to opowieść o mojej drugiej podróży w tamte strony. Składają się na nią trzy części. Jeśli chcesz od razu skoczyć do którejś z nich, tutaj znajdziesz linki:

 

1. Carretera Austral

2. Przez góry do Argentyny

3. W samo południe

 

 

 

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni jest moim ulubionym miejscem w Boliwii. To największe na świecie wyschnięte słone jezioro - 200 km od brzegu do brzegu, równa jak stół nawierzchnia i pełne kaktusów wyspy po środku. Wszystko to na wysokości 3656 m. Miejsce stworzone dla cyklistów. Bo co jest alternatywą? Wycieczka nabitą turystami Toyotą szlakiem innych Toyot, które stają w tych samych kilku miejscach i wszystkie razem (nierzadko kilkadziesiąt samochodów jednoczesnie!) zajeżdżają na jedną tylko wyspę. Na rowerze masz cały Salar dla siebie. Za darmo! Na jak długo zechcesz! Odwiedziłem go w ten sposób trzykrotnie: w 2001, 2007 i 2010 roku. Wrażenia z pierwszej wizyty znajdziesz w tekście: Najszersza autostrada w Boliwii

 

 

atacama

 

"Kierowco, zwolnij trochę. W Pozo Almonte nie zbywa nam dzieci" - taką tablicę dojrzałem na rogatkach jednej z licznych miejscowości nanizanych na szosę panamerykańską biegnącą przez pustynię Atacama. Nie zbywa też rowerzystów - w czasie moich kilku romansów z Atacamą nie spotkałem ani jednego! A przecież to frajda pokonać rowerem najsuchszą pustynie świata, z jej marsjańskimi krajobrazami i ruinami górniczych miast z czasów wojny o saletrę. A jak ktoś się uprze, przejedzie w poprzek Atacamę nawet w jeden dzień! Jeden taki długi dzień (i noc) na pustyni opisałem w tekście: Darmowy hotel w Mieście Duchów.