Rowerem przez Krainę Majów (2004)

AntiguaNa początku 2004 roku przyszedł czas na Amerykę Środkową. Pomysłem był rajd rowerem przez krainę Majów, tak aby „nanizać” na nitkę trasy jak najwięcej interesujących miejsc związanych z tą cywilizacją. Patrząc na mapę, poruszałem się zgodnie z ruchem wskazówek zegara - wyprawę rozpocząłem w meksykańckim stanie Campeche, następnie przejechałem północny i wschodni Yucatan, odwiedziłem Belize i Gwatemalę by znów znaleźć się w Meksyku. Wyprawę zakończyłem przy przedkolumbijskich ruinach w Palenque, w stanie Chapas.

AtitlanPodróż wokół półwyspu Yucatan zajęła mi prawie trzy miesiące - od początku stycznia do końca marca. Udało mi się odwiedzić najważniejsze i największe historyczne miasta Majów: Etzna, Uxmal, Chichen Itza, Tulum, Tical, Palenque oraz wiele mniejszych, niekiedy prawie nieznanych ruin. Frajdą samą w sobie było pedałowanie przez intrygujące Belize, nurkowanie na karaibskich rafach i obcowanie z fauną i florą tej części świata. Oczywistą atrakcją i obowiązkowym przerywnikiem w podróży były karaibskie plaże i hamak.Agua azul

Niestety, w ramach odwetu za problemy jakie Europejczycy stwarzają dla obywateli Gwatemali odwiedzających Stary Kontynent, ambasada tego kraju w Belize przyznała mi wizę ważną… 10 dni. Nie jest to może duży kraj, ale ja przecież podróżowałem na rowerze! Ekspresowy rajd przez Gwatemalę pozostawił spory niedosyt, niemniej prócz klimatycznych, porośniętych dżunglą ruin Tical, zdążyłem zobaczyć kolonialne miasto Antigua i wypełniające gigantyczny wulkaniczny krater jezioro Atitlan. W wioskach rozrzuconych wokół tego, najgłębszego w Ameryce Środkowej, jeziora wciąż żywa jest tradycyjna kultura Majów.

cenoteKolorowa, gościnna Gwatemala jest wysoko na mojej prywatnej liście miejsc, do których chciałbym wrócić na dłużej.

Podróż wokół Yucatanu obfitowała w wiele „po-raz-pierwszych”. Po raz pierwszy nurkowałem na rafie koralowej i w cenote - charakterystycznej, wapiennej jaskini, w jakie obfituje ten półwysep. Po raz pierwszy jeździłem konno, jak również spałem, bujając się między palmami w hamaku. Wreszcie, od tablicy znalezionej przy drodze w Belize rozpoczęła się moja kolekcja tablic rejestracyjnych, która teraz liczy sobie już kilkanaście sztuk.